Skip to content

Jeden dzień w Zakopanem. Czy nam się opłacało?

Posted in MACIERZYŃSTWO, and PARENTING

Niedziela godzina 3 w nocy. Czas start…

Wszystko czego się obawiałam to tylko droga. Jak zniesie ją Filip, czy nie będzie wymiotował i wuala.. czy nie utkniemy w korkach. Wszystko udało się jakoś obejść, do Zakopanego wjechaliśmy o 7 rano. Było magicznie, szron na trawie i promienie słoneczne, które tak pięknie otulały ten zimowy i chłodny osad. Zanim dojechaliśmy do kolejki na Kasprowy nie mogłam się nadziwić właśnie tą  piękną trawą, jak wariatka!

W Zakopanem byłam kilka razy ale były to głownie wycieczki szkolne i kolonie. Młoda byłam i nie przykuwałam uwagi do takich pierdół, w których teraz się zakochałam. Jestem oczarowana tym jak pięknie wygląda to miasto postrzegane przez moje dorosłe oko. Tam nawet słońce świeci inaczej i to powietrze… takie pachnące.

Jak spędziliśmy czas na Kasprowym?

Ja z Filipem poszliśmy na łatwiznę, choć nie ukrywam łatwo wcale nie było. Wjechaliśmy kolejką, a tatko razem z „łujem” Rafałem poszli… z buta 😉 Kolejka zapełniona po same brzegi więc dostęp do okna był żaden, nie zrobiłam Filipowi takiego bajecznego zdjęcia z widokiem górskim no i nie mogłam powiedzieć” Filipku spójrz jak pięknie”, mimo, że zainteresowanie z jego strony było minimalistyczne to ja chciałam by zobaczył to co mogę widzieć ja – po to właśnie z Nami pojechał

Bez utrudnień nie mogło by się obejść ale to nic nowego, wszystkim którzy będą jechali kolejką radzimy zakupić bilet w jedną stronę, a przed samym zjazdem w drugą po to żeby nie martwić się, że do określonej godziny musicie zjechać na dół. Nieświadoma tego co spotkam na górze i co zobaczę zabrałam do wózka chyba wszystko co miałam w samochodzie hahaha, a tak na zaś no wiecie jak to każda matka, na  każdą sytuację przygotowana 😀 To był błąd, który poczułam na moich barkach na samej górze, płaczący Filip plus plecak no i moja torebka ZE WSZYSTKIM.

Zdezorientowani stanęliśmy i patrzyłam czy któraś bystrzacha idzie z dzieckiem w kierunku Świnicy, no bo defakto ja nie wiedziałam czy da radę tam dojść – że z dzieckiem w sensie. Rodziców tłumy więc zostawiłam wózek z jedną torbą w budynku i wiooooo. Wizję miałam niebanalną, cudowne widoki TO I CUDOWNE ZDJĘCIA. Napstrykam jak szalona i będę miała świetną pamiątkę. Szybko mnie Filip na ziemię sprowadził hahaha, zostawiłam go kawałek ode mnie i wręcz błagałam by się odwrócił. A on z fochem i tupotem na każdą prośbę krzyczał „ mama nieceeee”. No i tyle co mi się udało to moje, fakt faktem na żadnym zdjęciu się na mnie nie patrzy, a jak patrzy to ma minę jakby co najmniej szklankę oleju wypił(noł łej).

Jak się okazywało co 30 minut tatko był 20 minut od nas, no i tak dobre 4 godziny spędziliśmy z Filipem na Kasprowym wierchu. Mamuśka zjarała sobie twarz z okularami i wygląda jak buraczynka, a Filip z nudów zasnął w wózku i spał dobre dwie godzinki!

Krupówki to coś czego jest mi maaaałoooo

Sucha kąpiel to coś co udało nam się wziąć w samochodzie zaraz po tym jak zjechaliśmy na dół. Znacie to? 😀 Taka kąpiel w kulce? Hahaha  // No, mamuśka zarzuciła kiecuchę i poszliśmy w miasto. Krupówkami jestem oczarowana ilekroć miałam możliwość na nich być. Tłumy ludzi są tam nawet takie mało przeszkadzające i te małe straganiki z pierdółkami, które chyba kocham najbardziej. Wszystko takie kolorowe i takie pachnące i z klimatem. To takie swojskie jedzonko i nienaganna atmosfera, którą da się wyczuć. Marzyliśmy o dobrym obiadku, a ja już od dwóch dni( przed )o placku po węgiersku. No tego nie znalazłam ale za to zjadłam pyszne kluski śląskie.

Później pyszne gofry, lody i co kto sobie jeszcze zamarzył.

Czego mi zabrakło?

Czasu. Najbardziej brakowało mi czasu na morskie oko, na skocznie, na dłuższy i wolniejszy spacer po Krupówkach i na taki spokój wewnętrzny, że nie musimy zaraz wsiadać i wracać. Ale to tylko kolejny powód by wrócić tam znów i zobaczyć to co nie zobaczone. Mimo wszystko, mimo, że to tylko jeden dzień to powiem Wam, że TAK – opłacało mi się jechać. Chociażby dla tego oderwania się od codzienności i monotonii. Po to żeby złapać w płuca świeżego powietrza i nacieszyć oko tymi widokami, których nie mamy na co dzień. Na sam pomysł wyjazdu byłam prze-szczęśliwa mimo, że to właśnie tylko ten jeden dzień.

Od kiedy mam dziecko, wyznaję zasadę JAK SIĘ NIE MA CO SIĘ LUBI – TO SIĘ LUBI CO SIĘ MA ! I korzystam z tego wiecie? Nie chcę dać się przytłoczyć takim nudnym codziennym życiem w domu między garnkiem a pralką. Nie chcę wyznawać zasady „że szkoda zachodu”. Nie szkoda! Wręcz przeciwnie, TRZEBA korzystać z tych dni, które są nam dane i jeśli jest możliwość chociażby jednego czy dwóch dni spędzenia inaczej, a razem to wcale nie szkoda zachodu, bo ten zachód będzie jednym z piękniejszych przez Nasze kilka następnych miesięcy 😉

PSSSST! Zdradzę Wam sekret, że już niedługo na blogu pojawi się konkurs, w którym do wygania będzie zestaw kosmetyków marki Oillan 🙂 a więc – obserwujcie :*

 

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *